• System Informacji Przestrzennej
  • Rozkład jazdy BUS
  • Szlak Jagielloński
  • Facebook
  • Biuletyn Informacji Publicznej
  • Powiatowe Centrum Informacji
  • Lokalna Grupa Działania
  • Uniwersytet Dziecięcy

Bełżyce - drugi Janów?


W każdym przedsięwzięciu liczy się pomysł. I ludzie z pasją, którzy go zrealizują.

Bełżyce – siedmiotysięczne miasteczko niedaleko Nałęczowa – mają to szczęście, że mogą się poszczycić jednym i drugim. Okolica jest piękna (Chodelski Obszar Chronionego Krajobrazu), a historia miasta sięga XV wieku. Ale co z tego, skoro takich miejsc jest w Polsce niemało? A jednak o Bełżycach już usłyszał cały kraj i jest szansa, by nazwa zaistniała także na świecie – za sprawą pewnego pomysłu.

Ten pomysł to konie. Nie tylko konie w ogóle, ale najpiękniejsze rumaki z najsłynniejszych stadnin w kraju – bo w czasie bełżyckiego Festiwalu Koni, poza prezentacją ras użytkowych, odbywa się także Ogólnopolski Czempionat Koni Arabskich, niezwykle widowiskowa impreza, w czasie której prezentowane są najszlachetniejsze zwierzęta z państwowych stadnin w Janowie Podlaskim, Michałowie i Białce, a także z hodowli prywatnych, takich jak znana ze znakomitych koni wyścigowych stajnia Andrzeja Wójtowicza z Bełżyc, jednego z tych ludzi, których pasja okazała się nadzwyczaj inspirująca. – Nie ukrywam, że najważniejszym impulsem były dla nas sukcesy naszego mieszkańca Andrzeja Wójtowicza i jego stadniny w najważniejszych rangą wyścigach i czempionatach – mówi Bogdan Czuryszkiewicz, burmistrz Bełżyc. – Dzięki niemu o Bełżycach zaczęło być głośno nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Pomyśleliśmy więc: dlaczego tego dalej nie pociągnąć?
I pociągnięto. W organizację Festiwalu Koni włączyły się, poza władzami miasta, także Akademia Rolnicza w Lublinie i Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, które objęło patronat generalny nad imprezą. W tym roku, w czerwcu, odbędzie się ona już po raz trzeci, wpisując się trwale w kalendarz wydarzeń turystyczno – kulturalnych regionu.
Dzięki Czempionatowi Koni Arabskich bełżycki festiwal stał się czymś więcej niż tylko lokalną atrakcją. Polska słynie przecież z koni arabskich, a urodzone w Janowie, Michałowie, czy Białce araby osiągają na aukcjach niebotyczne ceny, wędrując później do najbardziej elitarnych stadnin na świecie. Najdroższym janowskim koniem w historii jest, jak dotychczas, klacz Penicylina, z tzw. linii P, za którą amerykański hodowca zapłacił w 1985 roku aż półtora miliona dolarów!
Najlepszym koniem zeszłorocznego pokazu BEST IN SHOW w Bełżycach została roczna gniada klacz z tej samej linii, Pinga po Gazal Al Shaqab od Pilar, z Janowa Podlaskiego, a rywalizowała m.in. z Emandą, czempionką świata i Palmirą, wiceczempionką z Michałowa.
Bełżycki czempionat daje szansę także prywatnym hodowcom, którzy również mogą pochwalić się wspaniałymi końmi. Przykładem jest choćby wspomniana już stajnia Andrzeja Wójtowicza, z której wywodzi się zeszłoroczna zdobywczyni nagrody specjalnej dla najlepszego konia hodowlii prywatnej – klacz Kashira po Magnum Psyche od Kashira IV.
Zwykłemu zjadaczowi chleba wszystkie te końskie imiona być może nic nie mówią, ale dla znawcy koni znaczą one tyle, co dla czytelnika pism kolorowych tytuły książąt Monako albo brytyjskiej rodziny królewskiej. To absolutna końska arystokracja, która przyciąga swych wielbicieli nie tylko z Polski, ale z najdalszych zakątków globu. Do Janowa przyjeżdżają członkowie saudyjskiej rodziny panującej i gwiazdy show biznesu, jak choćby jeden z Rolling Stonesów – Charlie Watts. Dlaczego nie mieliby oni wkrótce przyjeżdżać i do Bełżyc?
Na pewno jest to cichym - i wcale nie tak znów nieosiągalnym – marzeniem zarówno burmistrza Bełżyc, jak i Andrzeja Wójtowicza, od którego wszystko się zaczęło. Gdy dziesięć lat temu kupował w Janowie swego pierwszego konia arabskiego, spotkał Shirley Watts, żonę perkusisty Stonesów i właścicielkę Halsdon Arabians, choć nie miał wtedy pojęcia, kim ona jest. A potem wszystko ruszyło z kopyta: porzucił dawne zajęcia(był potentatem na regionalnym rynku mrożonek) i został właścicielem dwudziestu koni (dziś w jego stajniach jest ich setka!) oddał je do treningu na warszawskim Służewcu, sam zaczął uczyć się hodowli i treningu od podstaw... aż został dżokejem. Jest jedynym na świecie człowiekiem, który w trakcie wyścigów konnych potrafi pełnić jednocześnie cztery role – hodowcy, właściciela, trenera i dżokeja. W 1999 roku zadziwił starych wyjadaczy służewieckich, wygrywając 59 gonitw. Koń to charakter – tłumaczy Wójtowicz. – To męstwo, inteligencja, godność i oddanie. To osobowość, wyjątkowa i niepowtarzalna. Trzeba nie lada konsekwencji, by okiełznać i zrozumieć tę silną naturę. Okiełznać, ale nie załamać.
Jego ulubieńcy: Gwaro, Ar – Rahman, Fiołek, Mamba czy Njushaah przynieśli mu satysfakcję i nagrody. Siwy, urodziwy Fiołek zarobił dla swojego właściciela ponad 150 tys. złotych z wygranych gonitw! Dziś do stajni Wójtowicza trafiają także konie wielu innych prywatnych hodowców, m.in. z Nordenthal Arabians i Stadniny Chrcynno – Pałac.
Pasja i sukcesy promieniują zarażają innych – w pozytywnym sensie tego słowa. Byli więc ludzie. Narodził się pomysł. I dlatego przed Bełżycami stoi wielka szansa. Oby ją wykorzystały.

Alicja Rojek
 

Gości online

Naszą witrynę przegląda teraz 231 gości 
  • Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej
  • Monitor Polski Dziennik Urzędowy Rzeczypospolitej Polskiej
  • Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej
  • Powiatowe Centrum Informacyjne
  • Mikroporady
  • Proekob
  •  Miasto i biznes
Free business joomla templates